I nastał dzień, co zgrozą poraził mi duszę - I musiałem go przeżyć... On wiedział, że muszę... A już stało za drzwiami to Złe, co niweczy Szumy mego ogrodu nad gęstwą wszechrzeczy.
Hallo, zainteresowal mnie Twoj anons(ogloszenie).Nie wiem ile masz lat,dlatego troche watpie czy roznica wieku miedzy nami Tobie by odpowiadala. No ale teraz pare danych o mnie: Nazywam sie Alexander,mam 59 lat,mieszkam w Niemczech w Göttingen. To jest miasto uniwersyteckie w Dolnej Saksonii i lezy miedzy Kassel in Hannover. Ja mieszkam w Niemczech od 27 lat,interesuje mnie zycie kulturalne ale tez normalny,spokojny i domowy tryb zycia. Ja posiadam tu w Göttingen nieruchomosci i zyje z czynszow. Mozna by powiedziec,ze prowadze dosc ustabilizowany tryb zycia,gdyz nie mam nad soba szefa,tylko jestem szefem sam dla siebie i przez to nie mam stresu spowodowanego naciskiem ze strony pracodawcy. Wyjezdzam czesto na urlopy. W lutym bylem w Mexyku,teraz -17 maja jade do Polski,tam odwiedze rodzine kolo Wloclawka,a potem chce jechac na tydzien na Mazury. W lipcu jade na 2 tyg. na Polnoc Niemiec na taka exluzywna Wyspe -Sylt-kolo granicy Dunskiej. W sierpniu jade doi Chorwacji. Jesienia nie wiem jeszcze dokladnie. W listopadzie jade na Wyspy Kanaryjskie-Gran Canaria-tam jezdze co roku-zawsze w liustopadzie. Moj znak Horoskopu-Ryby-moze bysmy do siebie pasowali.Na tym koncze. Jezeli masz ochote i moja osoba troche Cie zainteresowala to prosze odezwij sie. Moc goracych pozdrowien. Alexander
Hallo,
Vielen Dank für Deine Zuschrift. Göttingen besuchte ich nur einmal, es muss 1990 oder 1991 gewesen sein. Es ist die Partnerstadt von Thorn (Toruń) – der Stadt, de ich über alles liebe.
„Alexander“ ist kein polnischer Vorname. Du behauptest aber, aus der Gegend von Włocławek zu stammen…
Warum sollte mich Dein Alter stören? Wobei?? Ich suche einen Menschen, nicht einen Körper.
Was sind Deine Interessen? Was bist Du von Beruf? Die Antworten auf diese Fragen werden ausschlaggebend sein.
wyjatkowo interesujący anons i bliski mojeju postrzeganiu świata. Czy jestem człowiekiem słowa, zdecydowanie tak, choc w takim samym stopniu pisanego jak i mówionego. Dziennikarzem bywam, poetą jestem. Nie należę do najmłodszych i mam na swym koncie kilka różnych doświadczeń (mysle raczej o tych emocjonalnych). Zawsze znałem swoja wartość i stawialem wysoko poprzeczkę, dlatego jestem sam :-) Mam oczywiście wielu przyjaciół, ale raczej sposa tzw. środowiska. Wiem czego chcę, mam swoje pasje, zainteresowania, swoja historię. Poza literaturą, kocham kino, teatr, muzykę. Interesuje sie historią, szczególnie II wojny światowej, psychologią i parapsychologią. Nie jestem żadnym nawiedzonym typem, od czasami lubie poczytać i podoświadczaćego co normalnym wydaje sie nienormalne. Uwielbiam długie spacery i górskie wędrówki, kajaki, noce przy ogniusku, wschody słonca w górach i zachody nad morzem... Łasy, łąki, jeziora, i od razu mówię, natura tak, naturyzm nie koniecznie, choc nie jestem purytaninem. Ok, myslę że wystarczy na pierwszego meila do nieznanej osoby ;-) Jesli doszukales się jakichś wspólnych plaszczyzn (poza budowaniem wzajemnych relacji partnerskich), pisz smiało na meila. Pozdrawiam i miłego dnia życzę.
Tomek
Dziękuję za wiadomość. Wysokie stawianie poprzeczki, o którym piszesz, bywa drogą donikąd. Trzeba rozróżnić między piętrzeniem nierealistycznych oczekiwań (bowiem nie ma sklepów z przyjaciółmi, jak poucza „Mały książę”), a umiejętnością rozeznania tego, co rzeczywiście jest dla nas dobre. Homoseksualiści tego nie potrafią, jako że są niedojrzali.
Ja szukam przede wszystkim osoby, która sprawi, że moje wakacje nie będą całkiem samotne – tyle na początek. Chciałbym, by był przy mnie ktoś, kto umie słuchać i ładnie się dziwić; z kim mógłbym rozmawiać i milczeć na interesujące nas tematy; ktoś, dla kogo rozmowa z drugim człowiekiem jest świętem i misterium.
jestem sympatycznym 28-latkiem, zawodowo zajmuję się ubezpieczeniami i tą drogą pragnę dotrzeć do "naszych" ludzi, spotkać się i porozmawiać o potrzebach i tych obszarach życia, które są dla nas (w dużej mierze singli) najważniejsze. Bo któż da gwarancję, że zawsze będzie można liczyć na kogoś i że będzie się z kimś…
Jaką masz gwarancję, że nie zachorujesz?
Skąd Twój partner weźmie kasę na Twoje leczenie czy w razie wypadku? Przez ile miesięcy i w jakiej kwocie - odpowiedz sobie sam. Bo jaką mamy służbę zdrowia wszyscy wiemy… A kasę - czy to na emeryturze czy w razie choroby - trzeba po prostu mieć. I po to właśnie jestem.
Jak ważne być na jesieni życia pogodnym staruszkiem z kasą i klasą - nie zaś stetryczałym emerytem?
Proponuję spotkanie i rozmowę o życiu i o tym jak można się zabezpieczyć, by zapewnić sobie kasę i spokojną głowę w razie nieprzewidzianych życiowych sytuacji (pobyt w szpitalu, choroba, wypadek, zawał…), a jeżeli stan zdrowia nie jest najlepszy – PRODUKTY BEZ ANKIET MEDYCZNYCH I BADAŃ do 75 roku życia (np. b. dobry produkt z opcją renty 360.000 lub wypłacanej przez 10 lat 1000-3000 zł w razie "W" już od 438 zł/rok). Z zachowaniem dyskrecji.
Ty zyskasz trochę wiedzy, ja stracę trochę czasu i miło sobie porozmawiamy :) Służę pomocą w razie jakichkolwiek pytań.
Czas mam różnie: rano, popołudniu, wieczorem Kiedy moglibyśmy się spotkać?
List od Eli, czyli historia naszego związku, który wymyka się wszelkim definicjom
8 kwietnia 1998 r.
Bochnia
Kochany Zbyszku!
Może nie powinnam przesadzać w takim pieszczotliwym zwracaniu się do Ciebie? Nawet prawie nigdy nie zapytałam czy mogę się tak do Ciebie zwracać. W końcu pamiętam o tym, że do kochania masz Marcina a my możemy się tylko lubić. Bo taka to już rola przyjaźni. A Ty budzisz swoją osobą we mnie tkliwość. Tak tylko mogę wytłumaczyć moje zachowanie wobec Ciebie. Ostatnio myślę, że jedynym sposobem uwolnienia się od Pawła (I) byłby wyjazd. Ale już raz próbowałam to zrobić. I pamiętasz co było dalej. Tak więc to w rachubę nie wchodzi. Sama świadomość, że muszę mieszkać w tym samym mieście co On, już mnie paraliżuje. Czy byłam, aż tak dobra w roli ofiary i dręczycielki, że jak twierdzi nie uwolni się ode mnie nigdy? Już sama nie wiem. Przecież jestem przeciętna, wcale nie szczególnie ładna, czasem z przebłyskami szaleństwa i olśnienia. Tak bym chciała spędzić z Tobą chociaż jeden dzień. Powłóczyć się po jakimś mieście, nic nie robić (no może rozmawiać, milczeć albo czemuś się przyglądać) Ale kiedy to będzie możliwe? Nie wiem
Dobranoc Twoja Ela
P.S.
Z Twoich opisów wywnioskowałam, że Marcin ostatnimi czasy (po metamorfozie – dość zadziwiającej) zachowuje się jak rozpieszczone, nieodpowiedzialne, tyraniczne dziecko – któremu wszyscy poklaskują. Oby jednak Jego przebudzenie, dostrzeżenie błędów nie dokonało się zbyt późno dla Ciebie. Bo mam wrażenie, że jeszcze kilka awantur i niemiłych odkryć i z Twojego zaufania i podziwu dla Niego pozostaną tylko wspomnienia. Czy z Nim nie można dogłębnie porozmawiać, powiedzieć Mu co czujesz i jak się czujesz kiedy odkrywasz kolejne mało przyjemne niespodzianki? Czy tak trudno jest wyobrazić Mu sobie znalezienie się na Twoim miejscu?
Kiedyś Marcin może mieć dość seksu i okaże się (może za 10-15 lat), że takiej miłości jak od Ciebie niestety nie dadzą Mu te ogiery, lalunie i parominutowi chłopcy. Ja naprawdę zbyt dobrze znam homoseksualistów. I serdeczne wyrazy współczucia dla Marcina jeśli będzie kiedyś musiał stanąć przed wyborem osoby do stałego związku (chyba, że jest taki sam?)
(ja sobie nie wyobrażam Was oddzielnie).
Spotkałam kilka dni temu w Krakowie siostrę Darka i prawdopodobnie przez bezmyślność tego środowiska odebrał sobie życie (ona wygląda teraz jak cień) Wybaczcie mi szczerość
List od Eli, czyli historia naszego związku, który wymyka się wszelkim definicjom
8 kwietnia 1998 r.
Bochnia
Mój Zbyszku!
Musiałam napisać bo myślę dużo nad Twoją sytuacją. Chciałabym żeby w te Święta przypadkiem Marcin nie wpadł na pomysł wyjazdu do domu. Tak się może nie stanie i nie będziesz sam. Co z psem? Czy już coś wiesz na jego temat, zaczynasz mu wybierać imię? Dzisiaj wysłałam do Ciebie list z Krakowa częściowo pisałam go wczoraj wieczorem (to u innych późna noc – mój wieczór) a częściowo w pociągu
Właśnie wróciłam i mama mówiła, że dzwonił Paweł (I). Jak przyszłam dzwonił kolejny raz. Powiedział dość skrótowo, że sprawa jest bardzo poważna i żebym przyszła na cmentarz o godz. 17:00 będzie czekał. Mówił, żebym mu tego nie odmawiała ten jeden raz przed świętami. Właściwie poniżał się i mnie błagał. Zgodziłam się. Jednak tylko porozmawiać. Widzę, że jest w fatalnym stanie, ale nie zgodzę się na bycie razem. Kończę pełna obaw. Ela
List od Eli, czyli historia naszego związku, który wymyka się wszelkim definicjom
5 kwietnia 1998 r. Bochnia
Kochany Zbyszku!
Poniekąd z wielkim trudem przychodzi mi napisanie tego listu. Wiem, że jeżeli nie zrobię tego dzisiaj to zacznę odkładać i będzie z każdym upływającym dniem coraz trudniej to zrobić. Przecież chcę napisać do Ciebie.
Tych moich trudności w żaden sposób nie wolno C odnosić do siebie bo swój początek biorą ze mnie i tylko ze mną samą są związane. To wszystko co ostatnio przeżywam jest potwornie intensywne. Nie jestem w stanie zrozumieć jak mogłam dopuścić i utrzymać moją zażyłość z Pawłem (I). Zachowywałam się dokładnie jak ćma w kontakcie z rozgrzaną żarówką. Teraz odczuwam potrzebę opowiedzenia komuś tego koszmaru (komuś do kogo miałabym zaufanie). Wiem jednak, że tego nie zrobię bo zwyczajnie czuję, że przez tak długi czas to wszystko było moją tajemnicą i niech tak pozostanie. Zastanawiałam się nad Pawłem (II) – porozmawianiem, ale też nie bo:
- próbowałby mnie pocieszyć seksualną czułością a ja nie uznaję takiego rekompensowania sobie problemów emocjonalnych. Dlaczego tak uważam? Znam Pawła (II) długo. Dla niego przyjaźnie mają swe finały w łóżku (tak ostatnio stwierdził). Ja natomiast wyraźnie powiedziałam „W takim razie kończmy naszą znajomość jeszcze dzisiaj i unikamy tego finału”. Oczywiście doceniam Jego poczucie humoru, lojalność, ciekawą osobowość, ale nie zamierzam być dla Niego pocieszeniem i tego też od Niego nie chcę. Namiastki mnie nie interesują to dla Niego inne godziny z kim innym. Może czas mojej znajomości z Nim już się skończył? Bezpowrotnie odczuwam, że coś wspólnego, nić porozumienia zniknęła. Byliśmy bardzo różni, był przy mnie w paru trudnych momentach (np. strasznie przeżyłam śmierć mojej babci w 1994 roku). Ale teraz czuję, że nie jestem Mu już potrzebna. Tak mi się wydaje. Coś się skończyło. On chce jeszcze to sztucznie utrzymać. Być może też czuje koniec. A większość oj znaczna mężczyzn (choć w odniesieniu do Niego bardziej pasuje określenie chłopiec) widzi „ostatni ratunek” w seksie. I jak się myli poniekąd.
Tak bardzo szczegółowo Ci opisuję różne sytuacje z mojego życia. Nie wiem kiedy to się stało ale zamiast pisać coś w pamiętniku wolę napisać w liście do Ciebie. Przynajmniej nie mam możliwości potem czytać i złościć się na to co napisałam. Wracając do Pawła (II), zaproponowałam Mu jakiś miesiąc bez żadnego kontaktu Jego odpowiedź była bardzo krótka: Jak chcesz Elu.
Zbyszku może uznasz za bardzo głupie moje poniższe zdanie, ale trudno. W jakiś sposób imię Paweł kojarzy mi się bardzo negatywnie. I mam wrażenie jakby Paweł (I) i Paweł (II) byli w jakimś sensie podobni choć mają tak różne charaktery i nie przepadają za sobą (Może to wpływ imienia). Zrywając z Pawłem (I) odczułam potrzebę przynajmniej redukcji kontaktu z Pawłem (II).
6 kwietnia ‘98
poniedziałek
Skarbie!
Wreszcie skończyłam przepisywanie i zdążyłam już te papierzyska zanieść. Wreszcie mogę zacząć do Ciebie pisać.
Przy okazji kupiłam sobie dzisiaj Hebanową Hennę i będę ją nakładać dziś na włosy. Chcę nawet tak symbolicznie w tej kwestii odejść od Pawła (I). Zaraz wyjaśnię co miałam na myśli. On najbardziej lubił u mnie włosy kasztanowo, rubinowe lub rude (lekko). Nawet czasem mi nakładał hennę w tych kolorach. To jest taki rodzaj roślinnej farby raczej odżywki (ma zapach prawie szczawiu). Nie niszczy włosów. Ale zakończę ten żmudny wywód. Zmierzam do tego, że teraz będę miała czarne włosy.
Sam widzisz, że praktycznie nie ma dziedziny życia, w której Paweł (I) się nie zaznaczył. Tym razem sama sobie nałożę i to taki kolor, któremu by się sprzeciwiał. Wiem, że to dziecinne ale ja wierzę w gesty symboliczne.
Wiesz, że teraz budzi się we mnie pewne okrucieństwo wobec Pawła (I). Czasem chciałabym Go ranić ale z tym walczę. Pytałeś czy zrezygnował. Miałam po telefonie jeszcze jedno przypadkowe (z mojej strony, z Jego zaplanowane) spotkanie. Musiał mnie zobaczyć w mieście i iść za mną bo innego sposobu nie widzę. Pod prawie ostatnimi drzewami przy końcu parku podszedł do mnie. Prosił żeby usiadła [brak „m” – przyp. red.] na ławce i chwilę z Nim porozmawiała. Ja dokładnie wiem jak się zachować dopóki nie nadchodzi sama sytuacja pozostania i rozmowy z Nim. Kolejny raz mnie nabrał na swoje słowa. Elu przecież przez pamięć o przeszłości możemy posiedzieć i porozmawiać. Nie muszą ciągle przechodzić koło nas ludzie. Chodźmy trochę dalej tam jest tak spokojnie – tak [brak „ie” – przyp. red.] mniej więcej przemówienie mi zafundował. Ale był opanowany trochę z dystansem. Byłam ciekawa co chce mi powiedzieć może się zakochał w kimś innym? Przesiedliśmy się na inną ławkę. Zaczynałam się Go bać. Starałam się zachować spokój i nie histeryzować. Zaczął pytać Dlaczego nie może przychodzić tak jak dawniej. I do punktu wyjścia że za mną tęskni, że zrobiłam z Niego impotenta, nie chce innych kobiet. Krzywdzę Go bardzo, zwariuje przeze mnie itp. Chciał mnie pocałować ale się odsunęłam. Nie wiem jak to się stało ale zaczął bawić się moimi włosami. Przedtem często bawił się moimi włosami, czesał mnie. Ale to było przedtem dlatego postanowiłam to przerwać. Chciałam wstać z tej ławki, zaczął mnie powstrzymywać, robić wymówki tego typu: „ znaleźliśmy sobie kogoś innego”. Najgorsze było to co usłyszałam na końcu. Że jestem suką, odrzucam jego miłość. Odbije sobie lata oczekiwań i mnie wreszcie dopadnie i zrobi to na co tyle czekał. Zbyszku dlaczego On mnie tak ciągle rani i nie zostawi w spokoju? To nie jest miłość, to choroba. Ja chcę tylko świętego spokoju bo mam już dość napięć nerwowych.
Ostatnio dzwoniła Gośka żebym do niej przyjechała do Rzymu. Bardzo za Polską tęskni. Proponowała mi żebym z Nimi zamieszkała, że znajdzie mi pracę. Ale nie chcę już widzieć Włoch. Może będzie lepiej. Jakie mi dajesz szanse na wyleczenie się z takiej emocjonalnej zależności? Zauważyłam u siebie i u Pawła, że u nas występuje rodzaj uzależnienia od siebie i jak Ci pisałam reagujemy jak po odstawieniu narkotyków np. My gdybyśmy razem żyli to doszłoby do tragedii wzajemnego wyniszczenia siebie. Już nie byłoby możliwe stosowanie układu partnerskiego. Gdybyś wiedział jak potwornie Paweł (I) potrafił być perwersyjny. Zdecydowałam, że powinieneś poznać niektóre fakty z mojego życia. Wtedy kiedy nie miałeś jeszcze pojęcia o moim istnieniu ( w pewnym sensie nie wiesz do tej pory czy naprawdę istnieję). Nic raczej tak dobrze nie pokazuje mnie z wcześniejszych, różnych okresów jak mój pamiętnik. Zastanawiałam się bardzo nad sensem udostępnienia Ci jego fragmentów. Jednak stwierdziłam, że nie mogę i nie będę się dłużej zastanawiać bo nie wyślę Ci fragmentów ponieważ zawsze znajdę argument za tym żeby tego nie robić. Choćby z czystej przyzwoitości! Zawsze trochę bałam się dopuszczać kogoś do moich tajemnic i sekretów. Przerażały mnie i tak już nadal niektóre wydarzenia z mojego życia. Lękam się świadomości, że będziesz o niektórych rzeczach wiedział a równocześnie nie chcę pół szczerości. Czuję, że bez pewnych pozornie nieistotnych drobiazgów nie dam Ci możliwości poznania mnie. I stanie się nieunikniona w takim wypadku sytuacja, w której będę udawać że o sobie mówię a przecież chcę najbardziej żebyś wiedział o mnie tyle ile jest potrzebne do dobrego zrozumienia się.
To co piszesz o szpitalu mnie nie zaskoczyło. Trudno powiedzieć czy to dobrze czy źle, że stamtąd postanowiłeś się wynieść. Ja prawdopodobnie po zobaczeniu tego, co opisywałeś też bym tam nie została długo.
Teraz o czymś innym. Mój wniosek z ostatnich dni. Nigdy nie zrozumiem mężczyzn. Ale to prawdopodobnie lepiej. Gdybym ich zrozumiała to prawdopodobnie przestaliby mnie interesować. Skąd te wnioski winna Ci jestem drobne wyjaśnienie. W tygodniu, który minął przez trzy dni byłam zmuszona (ale to nie było specjalnie nieprzyjemne) gotować obiad dla mężczyzn, którzy którzy [powtórzony wyraz „którzy” – przyp. red.] wymieniali niektóre dachówki (nie wiem czy Ci pisałam ale mam na głowie zajmowanie się domem po babci – jest tam też bardzo duża stodoła, taka z przed wojny bardzo podobna do tych, które były na ziemiach poniemieckich). Wszyscy twierdzą, że powinno się ją zburzyć ale ja uważam inaczej. Sprzeciwiam się temu. Jest stara i trzeba było ją podeprzeć filarem dodatkowym. Nie zamierzam tego co zostało po babci niszczyć. Najłatwiej zburzyć, gorzej i trudniej wybudować i dbać. W ogóle jest ciekawa, posiada pomieszczenia murowane i tylko drewniane wrota. Ale potwornie odbiegłam od tematu. Bardzo dużo zaobserwowałam w ciągu tych trzech dni. W ogóle dość dobrze się przy nich czułam, nawet bardzo mnie momentami rozbawili. Podobnie jak Ty opisem nieco ironicznym sytuacji w szpitalu. Wiem jak szpitale wyglądają. Żebyś posłuchał co ja widziałam we Włoszech w szpitalach. Już czuję, że mielibyśmy o czym rozmawiać. Musisz sobie wiedzieć strasznie lubię Twoje opisy niektórych banalnych sytuacji. Używasz takich słów, że czasem czytając doskonale się bawię (np. Nie myją się chyba albo nie piorą, bo nieziemsko śmierdzą). Uwielbiam Twoje delikatne przejawy antagonizmu w kierunku Bydgoszczy co potwierdzają bardzo z pozoru racjonalne zdania np. „na pocztówkach nawet nieciekawe miasta wydają się ładne”. Jesteś w ogóle kochany i słodki, że tak poprawiasz mi humor.
Wiem też, że to o czym pisałeś dla Ciebie wcale mogło zabawnie nie wyglądać. Wracając do dni na wsi. Mimo, że ci panowie byli dość prości to na swój sposób ciekawi. Nie potrułam ich obiadem; okazało się, że lubią kawę, ja też. Nie pytałam bliżej, ale dwaj z nich są po trzydziestce, jeden trochę młodszy. Jeden z nich stwierdził, że żona odkąd urodziła dzieci to go nie widzi i sama siebie też. Na szczęśliwych (żaden z nich) nie wyglądali. Poczułam się trochę zawiedziona zdaniem mężczyzn o kobietach. Muszę powiedzieć, że to wszystko co usłyszałam było ciekawe. Dobrze się czułam tak przyziemnie myśląc (w pewien sposób przestawiłam się motywowana sytuacją). Pewnie można było się ubawić mną w fartuszku. Czułam się swobodna. Poza tym przeżywam chorobę Brayana (jeden z psów), wygląda na to, że ktoś mu zaaplikował truciznę bo biedny funkcjonuje coraz gorzej. Mój wujek się nim zajmuje jak jesteśmy w Bochni. Weterynarz powiedział, że co mógł to mu pomógł. Reszta zależy od organizmu. Zobaczymy. Wiesz. Oni tak ciekawie prosto opowiadali czasem sprośnie o życiu. Nawet się nie pogniewałam słysząc stwierdzenie dlaczego się marnuję, że powinnam jakiegoś chłopa eksploatować. Co prawda trochę bezczelnie na to odpowiedziałam. Było strasznie śmiesznie. Pomyślałam sobie: może babę, może chłopa – i irracjonalność mojego myślenia głównie tak mnie ubawiła.
Cały list skupiłam wokół swoich spraw i bzdur. Wybacz. Wracamy do Ciebie. Sądzę, że nie potrafiłabym Cię traktować jak formę przechodnią między kobietą i mężczyzną. Przecież czytając moje listy chyba czujesz, że traktuję Cię jak mężczyznę (Głupio się wyraziłam zawsze uważałam Cię i myślałam o Tobie jak o facecie). Nie potrafię inaczej. Natomiast może w psychice masz jakieś elementy przypisywane naturze kobiety. Ale zapewniam Cię, że Paweł (I) miał ich też bardzo dużo. Spora część mężczyzn pozą sztucznie spycha je głęboko bo tak uczy swoich ról społeczeństwo. Dużo można powiedzieć o pełnowartościowości Pawła (I) jako mężczyzny(?) Pewne szczegóły, które poznasz czytając fragmenty mojego pamiętnika lepiej to zobrazują. Muszę jednak wiedzieć czy chcesz żebym w następnym liście wysłała je. Bo jestem zdecydowana to zrobisz [powinno być „zrobić” – przyp. red.]. Ale musisz tego chcieć. Zastanów się.
Teraz odnośnie mojego stania nad grobem. To nie żaden efekt słowny. Ale jakieś dwa tygodnie temu zaczęłam bardzo konkretnie brać pod uwagę świadome zabicie siebie. Teraz pomyślisz (wariatka). Ale powtarzam to miał być wybór jak każdy inny nie życiowa konieczność czy depresja. Zupełnie nie potrzebuję psychiatry czy leczenia. Zachowuję się normalnie a jak potrafię udawać zadowoloną z życia (aż na samą myśl siebie samej takiej robi mi się niedobrze). Myślałam takimi kategoriami: żyję ale wcale nie muszę. W pewnym sensie zerwanie z Pawłem (I) to dodatkowa motywacja. Pomyślałam jednak o mamie. I nie mogę tego zrobić. Wykończyłabym ją tym zupełnie. Nie zasługuje na to. Ja przecież mam w sobie siłę żeby dalej żyć. Mam gdzie żyć. Dlatego nie zrobię tego. Byłoby to szczytem egoizmu. Już nawet zabić się nie można. Oto jak okoliczności życiowe odciskają na ludziach swoje piętno.
Kończę Skarbie.
Bardzo dużo o Tobie myślę.
Buzi.
Twoja Ela
P.S. Niesiołowskiego wysłać do tępienia insektów bo tylko do tego się nadaje. Jakby powiedział ktoś mi znajomy. Michał Zabłocki ma zajebiste teksty (wulgarność wybacz albo zaakceptuj).
Dziś (7.04) będzie „Drugi brzeg” Magdy Łazarkiewicz na 2 o godz. 22:35.
Tekst na marginesie [przyp. red.]:
To, że nie czujesz się ani tym, ani tym nie znaczy że nie jesteś. Czy trzeba się czuć mężczyzną żeby nim być? Po prostu się jest!
Moje pytania
Jak na co dzień przejawia się u Ciebie brak określenia i odpłciowienie?
Przepraszam, że tak ostatnio słabo dawałem znaki życia, ale mam teraz sporo nauki na głowie i nie tylko :D. Codziennie myślę o Tobie i wierzę, że dzisiaj czujesz się choć odrobinę lepiej.
Majówkę spędziłem w Szczecinie, a właściwie w Mierzynie, pod Szczecinem. Martin mnie zaprosił do swojego pięknego domu na przedmieściach. Spędziliśmy bardzo fajne dni na spacerach, pojechaliśmy do Świnoujścia nad morze, odwiedziliśmy przygraniczne miejscowości po stronie niemieckiej i bawiliśmy się z psem w ogrodzie. W nocy przytulaliśmy się i całowaliśmy... Podobało mi się to. Mimo wszystko czasami się krępuje. Zostało mi jeszcze trochę w głowie poczucie anormalności tego co robię, ale kolejne pocałunki chyba wybijają mi to z głowy... Mimo wszystko było całkiem przyjemnie tak się obejmować. Łaskotałem go po stopach.
Martin jest bardzo ładny. Ma łagodną i delikatną urodę, nieco dziecięcą. Wygląda zdecydowanie młodziej ode mnie.
To takie miłe, że ktoś myśli bezinteresownie o mnie i mówi mi, że sen nie jest już taki sam beze mnie. On jest moją drugą połową. Oczytany, mądry, uczuciowy, współczujący, radosny... Biorę, bo chyba nie będzie drugiej takiej samej szansy w moim życiu.
Na tym zdjęciu z Marcinem wyglądasz na takiego szczęśliwego. Naprawdę nie wiem dlaczego to wszystko musiało się tak potoczyć... Rany! Jaki jesteś przystojny!
W pociągu wreszcie miałem czas doczytać R101. Bardzo lubię ten świat i te przeciekawe słowa, choć czasem denerwują mnie te retardacje i wybujałe epitety, ale jest w tym świecie coś magicznego, swojskiego. Z przyjemnością wrócę do tej lektury. I obejrzę oczywiście film. Na początku myślałem, że Hlynur jest w moim wieku, a tu okazuje się, że to 30 letni obibok... Taki islandzki KacVegas.
Zdecydowałem, że swoją karierę zacznę w radiu. Ostatnio nasłuchałem się od innych rówieśników, że lekcje beze mnie to nie to samo. Takie nudne, ciche i ciągnące się jak flaki z olejem. Nauczyciele mnie kochają...! Uśmiechają się na mój widok! Wyobrażam sobie siebie jak prowadzę wywiady z ciekawymi ludźmi... Słuchają Państwo Radia Złote Przeboje, moim gościem po Wiadomościach będzie Małgorzata Braunek pachnąca jeszcze Zakopanem. R ZP. Muuuuzyka Mojego Życia. Czuję to gdzieś w sobie, że zobaczymy się na ekranie jak będę prowadził program w telewizji. Uwielbiam ten świat. Życz mi powodzenia!
Martwię się co się stanie z Grecją... Wyniki wyborów już zapowiadają kolejne wybory w Czerwcu i nie wydaje mi się, że jedyna "sensowna" koalicja Nowej Demokracji i PASOKU dostanie jeszcze mniej głosów. Nawet jeśli te miliardowe pożyczki z UE lądują w koszu bez dna, a bankructwo wydawałoby się bardziej sensowne, to po pozostałych partiach, które poza puszczaniem rac na ulicach i obietnicami naprawy czyli powrotu do punktu wyjścia, nie mają nic do zaoferowania, ale wiele do zepsucia. Wiesz, że jestem ćwierć Grekiem? Papandreu to polityczna stara wyga. Tata też był premierem. A E. Venizelos, ma nazwisko po wielkim greckim reformatorze z lat 30 ubiegłego wieku... Czuję drachmę nosem...
Ze zgrozą obserwowałem debatę emerytalną. I choć wiem, że bardziej preferujesz prawą stronę polityczną, to współczuje Tuskowi, od którego wymaga się, żeby już teraz i w tej chwili załatwił miliardy z gazu łupkowego i najlepiej podwoił emerytury i skrócił czas pracy. Liczy się już, teraz, natychmiast. Inwestycja sama w sobie wymaga czasu, a pieniądze od tupania, palenia opon i pleceniu populistycznych bzdur nie rosną. Najgłośniej protestują Ci co i tak zaraz odchodzą na emeryturę i ich ta reforma nie dotyczy. Mam już dosyć tych emocji, strajków i tej ślepych oczu ludzi, którzy wierzą w każde słowo Kaczyńskiego, który manipuluje nimi na odległość w swoich przemówieniach. Te ślepe, bezrozumne oczy, które nie wiedzą nic... W grupie tak bezkarnie można opluć, nabluźnić, wygrozić... Szkoda słów.
Całuję twoje chore nóżki. ŻYCZĘ DUUŻO ZDROWIA i tulę do SERDUCHA!! A mam duże :). Pozdrawiam!!
Camillo!
Twój styl pisania przypomina styl mojej Pani Profesor z Niemiec. Poruszasz (po)ważne tematy, a zarazem jest w Twoich listach coś lekkiego.
No, widzę, że stałeś się gejem całą gębą! Nie przypuszczałem, że wszystko potoczy się tak szybko. Jestem ciekaw, co z Wami będzie dalej. Jeśli nie zamieszkacie z sobą na stałe, nigdy się nie dowiecie, ile tak naprawdę dla siebie znaczycie. Ładnie piszesz o swoim przyjacielu. Założę się, że o mnie za moimi placami nikt nie mówi w superlatywach.
Mnie zakochanie raczej nie grozi. Przez ostatnie pół roku pisywał do mnie taki… no właśnie – kto? Mimo że trwało to prawie pół roku, niewiele o nim wiem, a to, co wydaje mi się, że wiem, może być fikcją. Nie wiem nawet, ile miał lat. Raz twierdził, że 18, innym razem – że 22. Utrzymywał, że bardzo chce spędzić ze mną wakacje, a właściwie resztę życia. Te listy były zbyt lakoniczne i bezbarwne, żebym zdołał coś do niego poczuć, ale już zacząłem się oswajać z myślą, że w tegoroczne wakacje nie będę całkiem sam w Toruniu. Kiedy zaczęliśmy omawiać szczegóły organizacyjne, ulotnił się jak kamfora. Przez moment pomyślałem, że to może nowe wirtualne wcielenie Marka. To przykre, ale ze strony internetowych znajomych już nic mnie nie zaskoczy.
Jesteś Grekiem? Wow! Swego czasu o mały włos nie zostałem powinowatym Eleni. Jej szwagierka, pewna hrabina, proponowała mi rękę i rodową posiadłość w Poznaniu. Odmówiłem, bo nie byłem w stanie odwzajemnić jej płomiennych uczuć.
Dostałem dziś zawiadomienie o przyznaniu mi dofinansowania do sanatorium. Nie wiem, czy z niego skorzystam. Nie lubię samemu tłuc się po sanatoriach. Z reguły nic mi się w nich podoba. Wszystkie są takie same, nawet meble zamawiają w tej samej hurtowni. Jeśli mam ciekawego towarzysza, mogę na wiele przymknąć oko, ale sęk w tym, że nie mam żadnego. Człowiek nieszczęśliwy potrzebuje odrobiny luksusu, który odwraca jego uwagę od myślenia o nieszczęściu.
Nadarza się okazja, żebym zarobił kilka złotych na mojej książce. „Jim w lustrze” przeżywa w Polsce renesans. Używane egzemplarze osiągają na aukcjach zawrotne sumy. Pewne wydawnictwo zainteresowane jest odkupieniem ode mnie praw do tłumaczenia. Kompletnie nie znam się na prawie autorskim i nawet nie wiem, jak techniczne zawiera się takie transakcje, a tu trzeba by kuć żelazo póki gorące. Nie chciałbym zmarnować takiej okazji. Może starczyłoby chociaż na operację. Znając swoją nieudolność, wszystko spartaczę. W tym kraju, o ile nie masz pieniędzy ani wpływów, prędzej wyciągniesz kopyta, niż doczekasz się pomocy medycznej na ubezpieczenie. Jeśli miałbym napisać autobiografię, zatytułowałbym ją „O trudach niebycia sławnym”.
Jest piękna, deszczowa noc. Chętnie wybrałbym się teraz na długi spacer, żeby odurzyć się ozonem, ale nie mam z kim…
Tak masz rację, zdjęcia nie oddadzą nigdy naturalnego piękna. Zawsze pokażą coś częściowo w krzywym zwierciadle. U nas pogoda jest piękna. Byłem wczoraj nad jeziorem, nawet wykąpałem się, choć woda jeszcze chłodna. Opalałem się trochę. Martwi mnie fakt, że nie cieszy Cię wiosna. Ja ją kocham, ponieważ daje mi nowe nadzieje, kocham piękno kwitnących drzew, zapach pierwszych polnych kwiatów, brzęczenie pszczół. Ja dawno szukam tego jednego, jedynego. Z każdym dniem Cię po trochu poznaję i dochodzę do wniosku, że bardzo bym chciał spotkać takiego faceta jak Ty na mojej drodze życia. Chciałbym Ci pomoc odnaleźć radość bycia, wzbudzić uśmiech na twych ustach, ale nie wiem czy Ty byś tego chciał. Ja dziś mam wolne i zaraz wyruszam do Suwałk, do mojej mamy na 70 zaległe urodziny. Wrócę w niedzielę wieczorem. Doszedłem, że przed moją ponowną hospitalizacją, chciałbym zobaczyć face to face, ponieważ może wtedy przekonasz się, że inni mają tez strach w oczach, ale pomimo wszystko chcą kogoś kochać i poznać, żyć dalej.
Witaj
Nie dawno wróciłem. Każdy wyjazd dla mnie do rodzinnych stron jest jak otwarcie na nowo ledwie zagojonej rany. Mam tam wszystkich bliskich. Zawsze chodzę na cmentarz, na groby. Wspomnienia utraconych chwil dzieciństwa danych mi przez dziadków, wspomnienia przyjaciół są jak kolec w sercu. Nie będę grał bohatera, ale zawsze uronię łzę stojąc nad grobami tych, którzy dali miłość, a których tak nagle w moim życiu zabrakło. Dziadkowie od strony mamy, byli tak naprawdę tymi, którzy dali mi najwięcej miłości. Zawsze do nich pędziłem wracając ze studiów, to tam uczyłem się męskich zajęć, stolarki, malowania domu, dbania o swoje mieszkanie, nauczyłem się opieki i zrozumienia dla bliskich. Tam nocowałem będąc dzieckiem, spędzałem wesołe chwile. Trochę piszę może chaotycznie, ale brakuje mi zapachu tego ciasta, wyjmowanego z pieca kuchennego, pieczonego specjalnie na mój przyjazd, rozmów o II Wojnie Światowej, wspomnień o tragicznych losach mojej rodziny podczas wojem, zaborów. Tęsknię często za zapachem wiosennego deszczu, który padał na Półwyspie Wigierskim, w Klasztorze Kamedułów, z którego roztaczał się przepiękny widok na jezioro Wigry. To wszystko ukształtowało we mnie moją wrażliwość na piękno przyrody, błękit nieba, tęczy nad lasem.
Czytałem twego maila o maju, nawet ci na niego odpisałem. Ale chyba przeoczyłeś go pomiędzy innymi. Napisałem Ci, że zazdroszczę Ci takiej miłość jaką spotkałeś, że chciałbym taką przeżyć w moim życiu. Każda miłość nawet największa mija, ale nie można się zamykać na inną, która być może puka do twych drzwi. Czasem trzeba otworzyć szerzej drzwi, aby wpuścić nowy powiew radości życia.
Pozdrawiam W.
Nie urazisz mnie, ponieważ ja tak samo patrzę na życie. Choć staram się widzieć nadzieję, to tak naprawdę mam duszę wyrwaną z sercem. Moja ciało funkcjonuje, ale dusza już nie. Nie wierzę, że spotkam jeszcze miłość w moim życiu. Mam w sobie zbyt bolesne doświadczenia, rany, w tym z dzieciństwa, abym mógł ułożyć życie tak jak bym chciał. Jestem jak rzucony przez wiatr liść, na środku wzburzonego oceanu. Czasem mam dość, życia, ba nawet raz chciałem je zakończyć. Staram się innych pocieszać, ale tak naprawdę, to woła przeze mnie otchłań samotności i smutku.
Witaj Marcinie Ja wcale nie jestem osadzony w rzeczywistości, jak ci się wydaje. Jestem marzycielem, człowiekiem, który tak potrafi rozmyślać, iż traci kontakt z otoczeniem. Czasem mi się to zdarza w pracy. Potrafię tak się wyłączyć, że rzeczywistość przestaje dla mnie istnieć. Nie znam może tak literatury jak ty, ale ja lubię obserwować zachowania ludzi. Ogromna frajdę sprawia mi patrzenie na ludzi, kiedy siedzę na ławce np. w parku. Każdy jest interesujący, coś wnosi nowego do moich obserwacji, życia. Zapytałeś mnie w mailu, co mnie w tobie intryguje. Jesteś jedynym człowiekiem, który ma tak bogatą osobowość, który patrzy na rzeczywistość zupełnie innym wymiarem niż przeciętny człowiek !!! Masz mnóstwo zainteresowań, pasji,a to w tych czasach to naprawdę już coś nie bywałego. Masz wspaniałą sylwetkę, nie masz raczej tendencji do brzuszka, ale najważniejsze jest to, że potrafisz chyba kochać z pełnym oddaniem, jeśli kogoś pokochasz.
Dobry wieczór!
Pozwól, że odniosę się krytycznie do Twoich spostrzeżeń. Wielu ludzi pielęgnuje różne pasje, nawet w tych czasach. Bogata osobowość bywa przekleństwem. Najbardziej mylisz się co do mojej sylwetki – wcale nie jest wspaniała. To, że tak mnie odbierasz, jest dowodem na to, że zdjęcia kłamią i właśnie za to jest lubię. :)
Jestem człowiekiem po przejściach, smutnym, zgorzkniałym, wypalonym. Moje życie to ciągła szamotanina i walka z wiatrakami.
Nad moim miastem przeszła dziś pierwsza tego roku burza. Skoro tylko deszcz ustał, poszedłem na krótki spacer, mając nadzieję oczyścić płuca odświeżonym powietrzem. Niestety tu nawet po burzy jest parno. Od kwietnia do października nie ma czym oddychać. Nad leśnym strumykiem na Kaszubach, który płynął niedaleko mojego domu, po deszczu pachniało tak, że aż kręciło się w głowie. Na próżno próbuję wykrzesać w sobie radość z wiosny. Prymitywna żółcień polnych kwiatów nie jest w stanie zrekompensować mi subtelnej żółcieni jesiennych liści, tak jak natrętny świergot ptaków nie może mi zastąpić metafizycznej ciszy października….